Działo się to dnia 5 grudnia Roku Pańskiego 2025, kiedy to wczesnym rankiem, ledwo jutrzenka różowe obłoki na niebie zapaliła, przed Szkołą Podstawową w Radziechowicach zgromadziliśmy się licznie — młodsi uczniowie z klas 1–3, a za nimi starsi, roztropniejsi już nieco, z klas 4–7. Wszyscy w wielkim ożywieniu i z niekłamaną radością oczekiwaliśmy na rozpoczęcie podróży, która miała nas zawieść do miejsc znamienitych i pełnych nauki.
Nauczyciele nasi, osoby poważne, cnotliwe i wielce troskliwe, kazali nam stanąć w porządku, po czym udzielili nam upomnienia, byśmy się godnie, wedle szkolnych obyczajów, zachowywali i nikomu ciężaru swym zuchwalstwem nie przysparzali. Po krótkim omówieniu planu wyprawy przeszliśmy do wielkiego wozu zaprzężonego nie końmi, lecz machiną pary i ognia, którą ludzie współcześni autobusem zwą.
Gdy wszyscy zasiedli w swych miejscach, ruszyliśmy ku Warszawie — grodowi dostojnemu, mieściE pięknym, którego wieże i pałace lśnią w blasku historii. Droga upływała nam spokojnie; młodsi szeptali sobie o nadchodzących cudach i widowiskach, starsi zaś wyglądali przez okna, wypatrując pierwszych śladów miasta królewskiego.
Po dotarciu do stolicy skierowaliśmy kroki nasze ku sławnemu teatrowi „Buffo”, gdzie owego dnia wystawiano przedstawienie pt. „Piotruś Pan”. Już sam budynek teatru wzbudzał w nas podziw swoją powagą i urodą, lecz prawdziwe cuda czekały dopiero wewnątrz. Kiedy zaś kurtyna się wzniosła, a muzyka rozbrzmiała, przenieśliśmy się myślą do krainy marzeń, gdzie chłopiec, co dorosnąć nie pragnie, walczy z groźnym Kapitanem Hakiem, a nad całą historią unosi się czar przygody. Aktorzy śpiewali i tańczyli z taką żywością, iż najmłodsi nasi uczniowie otwierali oczy szeroko, a starszym nie raz uśmiech rozświetlał twarz.
Po zakończeniu spektaklu z wolna opuszczaliśmy widownię, nadal będąc pod wrażeniem sztuki. Udaliśmy się następnie na obiad do pobliskiej gospody, gdzie stoły uginały się od jadła pachnącego i pożywnego. Każdy znalazł coś dla siebie: jedni spożywali strawę mięsną, inni wybierali potrawy lżejsze, lecz wszyscy nasycili się tak, iż na dalszą drogę sił nam nie brakło.
Zaraz potem wsiedliśmy ponownie do naszego wielkiego wozu i udaliśmy się ku Wilanowowi, miejscu, które niegdyś było ulubioną siedzibą samego króla Jana III Sobieskiego, męża wielkiej chwały, zwycięzcy spod Wiednia, obrońcy chrześcijaństwa i ozdoby Rzeczypospolitej. Pałac, choć wieki minęły, wciąż jaśnieje swoim pięknem: fasady zdobione, okna wysokie, a ogrody ciągną się niczym rozległy dywan utkany z zieleni i sztuki.
Weszliśmy do środka, gdzie przewodnicy — ludzie światli i uczeni — opowiadali nam o historii rezydencji, o królowej Marysieńce i o życiu dworskim. Oglądaliśmy obrazy, portrety, zbroje i rozmaite przedmioty, które niegdyś służyły królowi i jego dworzanom. Chodziliśmy z komnaty do komnaty, słuchając ciekawych dziejów i podziwiając kunszt dawnych artystów.
Po zwiedzeniu muzeum udaliśmy się na warsztaty, gdzie sami mogliśmy doświadczyć, jak wyglądała praca twórcza w czasach minionych. Jedni zajmowali się rysunkiem, inni tworzyli ozdoby lub uczyli się technik dawnych mistrzów. Była to wielka radość nie tylko dla najmłodszych, lecz i dla starszych uczniów, którzy odnaleźli w tym sposobność do rozwijania własnych umiejętności.
Gdy mrok wieczoru zapadł, poszliśmy do ogrodu, gdzie odbywał się pokaz świateł. Zaiste, trudno opisać słowami to widowisko: tysiące świateł mieniło się i tańczyło, układając się w obrazy bajeczne, które zdawały się poruszać w rytmie delikatnej muzyki. Barwy migotały na drzewach, ścieżkach i fasadach pałacu, czyniąc z Wilanowa miejsce jak ze snu. Wszyscy staliśmy oczarowani, cisi i pełni zachwytu, jakbyśmy znaleźli się w zaczarowanym królestwie.
Kiedy zaś ostatnie światło przygasło, nauczyciele nasi nakazali, byśmy zebrali się w porządku i udali do autobusu. Choć zmęczenie dawało się we znaki, duch nasz był podniesiony, a głowy pełne nowych przeżyć i wspomnień. Droga powrotna przebiegła spokojnie; jedni szeptali o tym, co widzieli, inni zapadli w drzemkę, ukołysani rytmem jazdy.
Tak tedy zakończyła się nasza wyprawa — długa, bogata w naukę, radość i cudowne wrażenia. Zaiste można rzec, iż jeszcze przez długi czas wspominać ją będziemy, a w kronikach naszej szkoły zajmie ona miejsce chlubne i pamiętne.
Tekst opracowała: Żaneta Wątór